Zapraszam do obejrzenia jednych z najciekawszych reklam jakie dotychczas widziałem.
Przyjemnoć ma wiele twarzy.
Walka Nike z Reebokeim zakończona.
Jedyna "czysta" która jest w pełni czysta.
Pełen profesjonalizm.
Jakosć w każdym detalu.
Dla prawdziwych smakoszy ... motoryzacji
Cierpliwoćs wynagradza.
sobota, 19 grudnia 2009
środa, 2 grudnia 2009
Google Suggest
wtorek, 24 listopada 2009
Joe Cada i pokerowe strategie
Joe Cada najmłodszy w historii (21 lat) mistrz świata w Pokera Texas Hold’em. Został mistrzem ponieważ dopisało mu „niesamowite szczęście”. Dzięki temu stał się milionerem i zyskał sławę, o której marzy niejeden utalentowany gracz. Pokonał on sporą liczbę zawodników z wieloletnim doświadczeniem. Świadczy to o tym, że trening czyni mistrza i wygrać może każdy.Zdecydowanym plusem tej gry również oraz wielu innych ( takich jak szachy, remik i nawet chińczyk) jest to, że uczy strategicznego myślenia, które można wykorzystać w życiu czy w pracy. Dostając dwie karty na starcie, zaczynamy zabawę z innymi graczami. Już na początku jesteśmy zmuszeni do myślenia, przewidujemy jakie karty mają inni gracze, zastanawiamy się jakiej strategii użyć, co zrobić jeżeli konkurent ma takie karty a co jeżeli ma trochę inne. Od razu pojawia się nam w głowie kilka scenariuszy i w zależności od sytuacji użyjemy najbardziej odpowiedniego. Obserwując graczy analizujemy ich, staramy się ich przejrzeć. Bardzo podobnie jest z opracowaniem strategii, analizujemy rynek, konkurentów i opracowujemy taką strategię, która pozwala nam wygrać czyli przyciągnąć jak największa liczbę konsumentów. A jeżeli coś pójdzie nie tak to powinniśmy już mieć coś w zanadrzu tak zwanego asa w rękawie.
Myślę, że takie zdolności jak strategiczne myślenie czy podejmowanie efektywnych decyzji (zwłaszcza w pośpiechu, stresie i natłoku informacji) jest niezbędne w biznesie.
Wracając do pokera, może ktoś kiedyś napisze to samo o mnie, „miał niesamowite szczęście”… tak naprawdę nie wiedząc, że w głowie miałem kilkadziesiąt scenariuszy na rozegranie danej partii.
niedziela, 22 listopada 2009
Upragniony dymek
Kolejna kontrowersyjna kampania społeczna. Kolejna, gdyż wcześniej szokowali nas np. Policjanci. Poniżej zachęcam do obejrzenia dwóch spotów z kampanii „Papierosy Pożerają Cię Żywcem” - Ministerstwa Zdrowia.Zobacz spot_1
Zobacz spot_2
Z obu spotów możemy się dowiedzieć jak poważne problemy zdrowotne są spowodowane paleniem oraz, że „nasze” palenie szkodzi innym, przede wszystkim dzieciom. Ja palenie rzuciłem 25 lat temu, ale przez te 25 lat jestem biernym palaczem. Dlatego jestem za wprowadzaniem wszelkich zakazów dotyczących tej używki.
W tych spotach podoba mi się głównie jedna rzecz - infolinia, pod którą możemy dzwonić w dni powszednie i uzyskać pomoc w walce z nałogiem. Dlaczego akurat to? Patrząc na reakcję ludzi po obejrzeniu tej reklamy śmiało mogę stwierdzić, że pokazywanie drastycznych chorób powoduje u większości śmiech i jest powodem do żartów a nie do zastanowienia. Jedyne, co pomału wykańcza palaczy to cena, która ciągle rośnie.
czwartek, 19 listopada 2009
"Panika"
„Panika” - Zaglądając w pierwsze wiarygodne źródło np. Encyklopedia PWN w poszukiwaniu definicji możemy przeczytać, że jest to: „nagły, niepohamowany, często nieuzasadniony strach, ogarniający zwykle większą liczbę ludzi”. Wiedzą to już nawet bohaterowie ze Stumilowegolasu:

O „świńskiej” grypie, przepraszam, o A/H1N1 jest cały czas głośno, panika rozstawiła pułapki i coraz więcej ludzi w nią wpada. Na szczęście nie wszyscy. Nie byłem w aptece i nie wykupiłem maseczek czy szczepionki (zresztą i tak już nigdzie ich nie ma). Grypa to grypa, ok. jest zmodyfikowana, ale normalny „zahartowany” człowiek, posiada antyciała, które są w stanie poradzić sobie z tym na tyle by nie umrzeć! Czemu media nie podają informacji na temat sezonowej grypy czy przeziębienia ich żniw i powikłań… Może, dlatego że firmy farmaceutyczne zarobiłyby mniej?
Wszystko zaczęło się w Meksyku, wielki bum! PANIKA i brak szczepionek. Aczkolwiek największy pasożyt na świecie – człowiek daje sobie rade i już zaczyna się przyzwyczajać. W najgorszej sytuacji jest Ukraina, ludzie chorują i umierają, ale głównym powodem nie jest ciężki wirus, ale bardzo ciężka sytuacja polityczno-ekonomiczną panującą w kraju.
Boję się tylko, że panika poszerzy swoją działalność i za 10 lat wszyscy będą chodzić w maskach, unikając wirusów. Tak jak nasz prekursor - Michael Jackson, który bojąc się zarazków chodził w masce, na co dzień.

W jego ślad mogą pójść inni artyści (a w ich ślady miliardy wiernych fanów), którzy również chcąc nosić maski zlecą swoim ulubionym markom zaprojektowanie „trendy” maski. Myślę, że brandy typu D&G, DIOR czy GUCCI szybko będą chciały pozyskać jak największą liczbę klientów. I cóż, znów sprzedaję dobry pomysł na biznes.

O „świńskiej” grypie, przepraszam, o A/H1N1 jest cały czas głośno, panika rozstawiła pułapki i coraz więcej ludzi w nią wpada. Na szczęście nie wszyscy. Nie byłem w aptece i nie wykupiłem maseczek czy szczepionki (zresztą i tak już nigdzie ich nie ma). Grypa to grypa, ok. jest zmodyfikowana, ale normalny „zahartowany” człowiek, posiada antyciała, które są w stanie poradzić sobie z tym na tyle by nie umrzeć! Czemu media nie podają informacji na temat sezonowej grypy czy przeziębienia ich żniw i powikłań… Może, dlatego że firmy farmaceutyczne zarobiłyby mniej?
Wszystko zaczęło się w Meksyku, wielki bum! PANIKA i brak szczepionek. Aczkolwiek największy pasożyt na świecie – człowiek daje sobie rade i już zaczyna się przyzwyczajać. W najgorszej sytuacji jest Ukraina, ludzie chorują i umierają, ale głównym powodem nie jest ciężki wirus, ale bardzo ciężka sytuacja polityczno-ekonomiczną panującą w kraju.
Boję się tylko, że panika poszerzy swoją działalność i za 10 lat wszyscy będą chodzić w maskach, unikając wirusów. Tak jak nasz prekursor - Michael Jackson, który bojąc się zarazków chodził w masce, na co dzień.
W jego ślad mogą pójść inni artyści (a w ich ślady miliardy wiernych fanów), którzy również chcąc nosić maski zlecą swoim ulubionym markom zaprojektowanie „trendy” maski. Myślę, że brandy typu D&G, DIOR czy GUCCI szybko będą chciały pozyskać jak największą liczbę klientów. I cóż, znów sprzedaję dobry pomysł na biznes.
sobota, 4 lipca 2009
Poker - Texas Hold'em
Poker większości osób kojarzy się z hazardem, tajemnymi spotkaniami czy z Wielkim Szu. W obecnych czasach, konkretna odmiana Pokera - Texas Hold’em rozwija się w dynamicznym tempie. Na całym świecie organizowane są turnieje oraz eventy, które możemy śledzić przez Internet oraz TV. Na wyższych uczelniach zorganizowały się nawet koła pokerowe, co świadczy o sportowym charakterze tego sportu – oczywiście na pieniądze można grać tylko w kasynach. Dla tych którzy nie spotkali się z Texas Hold’em, kilka słów wyjaśnienia. Dealer rozdaje wszystkim graczom po dwie karty, następnie wnoszone są zakłady w postaci ilości żetonów. Po zamknięciu tego etapu dealer wykłada na stół tzw. FLOP, ukazując jednocześnie graczom (tym, którzy wnieśli wcześniej zakład) trzy karty. Po flopie i po zamknięciu kolejnych licytacji, na stół trafia kolejna czwarta karta tzw. TURN. I znów zaczynają się licytacje graczy. Ostatnim etapem jest tzw. RIVER, ostatnia karta pokazana graczom. W sumie na stole znajduje się pięć kart, które widzą wszyscy gracze oraz po dwie karty trzymane w tajemnicy przed konkurentami. Każdy gracz dobiera do swoich dwóch, trzy karty wyłożone przez dealera – w ten sposób stara się uzyskać tradycyjne formy pokerowe jak np. kareta czy strita. Od pewnego czasu jestem fanem tej gry i myślę, że można ją porównać do działalności agencji reklamowej, a mianowicie:
Przy stole siedzi 8 osób, wyobraźmy sobie ich jako osiem czołowych agencji na polskim rynku. Każdy ma po dwie karty i gra rozpoczyna się. Wnosimy zakłady – zakładami tutaj mogą być na przykład: wiedza, kadra czy doświadczenie. Następnie widzimy trzy karty lezące na stole – za karty weźmy możliwości, które agencja może wykorzystać. Każdy z graczy szacuje czy „karty”, które posiada może połączyć z leżącymi na stole. Niektórzy gracze po opracowaniu strategii wchodzą do dalszej gry a niektórzy muszą zrezygnować. W dalszej części pokazuje się kolejna karta, która stwarza kolejną możliwość, i znów agencje zaczynają szacowanie swoich możliwości. Na ostatnim etapie gry widzimy ostatnią z kart i tylko ta osoba, która opracowała na początku dobrą strategię, która przewidziała możliwości i była na tyle elastyczna aby wpasować się w te karty wygra. PS. Chyba, że trafił nam się gracz, który od początku blefował, a na końcu został sprawdzony z jego kartami - możliwościami, wtedy dzieje się cos takiego:
poniedziałek, 25 maja 2009
EuroBasket 2009 w Polsce
Coraz częściej słyszy się, że Polska jest organizatorem / gospodarzem jakiegoś wydarzenia sportowego / kulturalnego, którym będzie się interesował cały świat. Ostatnio bardzo głośno mówi się o Euro 2012, których będziemy gospodarzami razem z Ukrainą. Od momentu ogłoszenia decyzji polskie media trąbią o przygotowaniach, progresie oraz o odwiedzinach Micheale Platiniego. Bardzo często powtarzane jest jedno pytanie, „czy zdarzymy z przygotowaniami?” Co chwila ten temat jest poruszany w wiadomościach sportowych czy w wywiadach, dział promocyjny zaczyna już przygotowania – będzie się działo, a przecież to dopiero za 3 lata. A dlaczego nikt nie mówi o wielkim wydarzeniu, jakie ma się odbyć jesienią tego roku?! Wydarzeniem tym będą Mistrzostwa Europy w Koszykówce. Warto wspomnieć, że jesteśmy po raz drugi organizatorami takich mistrzostw, po raz pierwszy jako gospodarz graliśmy w 1963 roku, gdzie zdobyliśmy srebro. Wracając do 2009 odbyła się już elegancka Gala, na której zaprezentowano logo mistrzostw, miasta oraz obiekty, w których będą rozgrywane mecze. Może powodem, dlaczego nikt o tym nie słyszał jest patron telewizyjny, którym jest Telewizja Polska. Lecz wina nie leży tylko po stronie TVP. Najciekawsze jest to, że Polski Związek Koszykówki nie ma nawet sponsora na te mistrzostwa, dlaczego? Dodatkowo w Polsce nie ma nawet hal, które spełniałyby wymogi tak dużego przedsięwzięcia - dlaczego? Najmocniejszą linią obrony Prezesa PZK jest to, że brakuje im tylko około 8 mln zł a nie jak twierdzą media 13 mln i cały PZK ma tylko nadzieję na to, że my Polska zaprezentujemy się dobrze jako gospodarz. Pogratulować tylko optymizmu… Cały czas nasuwa mi się pytanie, dlaczego startowaliśmy z ofertą jako gospodarz, dlaczego nawet media nie informują o tej uroczystości, dlaczego zawsze brakuje nam pieniędzy, dlaczego … Można tylko przypuszczać, że koszykówka w Polsce jest mało popularna i jest na niskimi poziomie, może dlatego, że TVP zaczyna się zastanawiać czy dobrze zrobiła obejmując patronat, może dlatego, że niektóre osoby przedkładają swoje wypchane kieszenie nad honor Polski! Proponuję, więc abyśmy zrobili zrzutkę na nasz PZK, może wtedy wyjdziemy z tej sytuacji twarzą.
środa, 20 maja 2009
Polak w połfinale Play Off NBA
Doczekaliśmy się, mamy Polaka, który godnie reprezentuje nas w najlepszej lidze koszykówki na świecie, czyli w NBA! Jest nim Marcin Gortat, który swoją karierę zaczynał na boisku piłki nożnej… Dopiero w 2002 roku zaczął grać w polskiej pierwszej lidze koszykówki w klubie ŁKS Łódź, po roku gry przeniósł się za granicę do BBL i grał w RheinEnergie Kolonia, w 2007 roku po raz pierwszy pojawił się na amerykańskich parkietach D-league gdzie grał w Anaheim Arnasal. Warto wspomnieć, że Gortat jest czołowym zawodnikiem polskiej reprezentacji w koszykówce. Przez te wszystkie lata gry, Gortat wyrobił sobie dobrą markę i w 2008 roku został zwerbowany do NBA, konkretniej do Orlando Magic. I odniósł sukces, jego gra jest szeroko opisywana w mediach, w jednym z meczów miał double-double, czasami wychodzi w pierwszej piątce. Obecnie jego drużyna jest w fazie półfinałów Play Off, gdzie po drodze pokonali najpierw Philadelphie 76-ers 4-2, nastepnie po zaciętej walce broniących tytuł Boston Celtics 4-3, a dzisiaj będą walczyć z Cleveland Cavaliers (którzy nie mają ani jednego przegranego meczu w tych Play Off-ach).. Mam nadzieję, że nasz „Polish Hammer” wyjdzie dzisiaj na boisko i pokaże na co go stać. Zastanawiam się, która marka jako pierwsza będzie chciała wykorzystać wizerunek Gortata. Stawiam na New Balance, choć kto wie - może będzie to firma z branży ubezpieczeniowej?
wtorek, 19 maja 2009
Na Mazury, przez Amerykę i Raj
Warszawę (choć nie tylko) opuszczały tłumy działkowiczów, zaczęło się już w czwartek wczesnym popołudniem, kiedy ludzie stali po 2-3 godziny w gigantycznych korkach aby wydostać się z miasta. Niezależnie od tego czy kryzys jest czy go nie ma, każdy chce skorzystać z odpoczynku, w tym i ja. Dlatego z cierpliwością znosiłem trudy, z jakimi przyszło mi się zmierzyć podczas stania w korkach. Ale dlaczego trudy? Czyżby jeszcze nikt nie wpadł na pomysł zarobienia pieniędzy na „korkach”? Na przykład, można by było rozdawać ulotki, dwa tysiące sztuk na dwu kilometrowym odcinku może być mało, można sprzedawać lody albo jeszcze lepiej można zrobić przenośny sklep spożywczy - jeżeli nie zdążyłeś zrobić zakupów na wyjazd, zrób je w korku, oszczędzając tym samym mnóstwo czasu. Takich wyjazdowo-korkowych sytuacji w ciągu roku mamy kilka, więc jeżeli ktoś ma catering albo sklep spożywczy to do dzieła!
Jechałem dalej, mijając po drodze samochody, których kierowcy jechali w tym samym celu, co ja, czyli stricte wypoczynkowym. Byli również tacy, którzy mieli zupełnie inny cel niż pozostali („dzień dobry Panie kierowco”). A tak na marginesie, zastanawia mnie, jaki procent klientów zainteresowało się kupnem Opla Vectry, Renault Megane czy VW Passata po obejrzeniu programu „Uwaga Pirat”?
Koniec podróży, po minięciu miejscowości Ameryka, niestety bez Nowego Yorku i Chicago oraz Raju bez Aniołów i równej drogi, był już blisko.
Trzy kolejne dni spędziłem na totalnym odpoczynku, łowieniu ryb, pływaniu w jeziorze, łapaniu jak najwięcej przepięknych widoków. Czyli relaks na całego.
Mazury są częścią Polski, która w 100% zapewnia odpoczynek i spokój, gdzie indziej można podczas spaceru zobaczyć trzy rodzaje jaszczurek biegających pod nogami, albo zaobserwować orła, który właśnie szuka mięska na swojego „grilla” czy patrzeć jak szczupak gania rybki po jeziorze.
Błogi stan skończył się szybko, zdecydowanie za szybko! Co gorsza czekała mnie jeszcze podróż powrotna i korki przy wjeździe do Warszawy. I czemu nikt nie sprzedawał kanapek w tym korku??
poniedziałek, 4 maja 2009
W wolnej chwil
Koszykówka stała się moim hobby już od siódmego roku życia. Choć większość kolegów wolała ganiać za tzw. „biedronką” ja byłem uparty przy swoim Spaldingu. Z roku na rok, koszykówka ewoluowała a ja razem z nią. Pamiętam do dziś jak budziłem się około 2-3 w nocy, włączałem TVP 2 i witał mnie głos Szaranowicza mówiący zawsze „Hej hej hej tu NBA”. Jest co wspominać. Z biegiem czasu powstał odłam koszykówki nazywany streetballem, jest to gra, w której nie kładzie się nacisku na zasady/przepisy, gra się wszędzie, na asfalcie, kostce… sędziowie pojawiają się sporadycznie, jest to gra siłowa, więc o faulach się nie dyskutuje. Z reguły gracze sami ustalają zasady i ich się trzymają. Popularne jest granie 1 vs 1, gdzie głównym zadaniem jest ośmieszenie przeciwnika. Jako ciekawostka przytoczę kilka zwrotów używanych przez streetballowców podczas gry: Run A Clinic (miażdżące zwycięstwo), Skywalker (zawodnik w dużym wyskokiem), Toilet seater (piłka wpadająca do kosza po zatoczeniu się po obręczy), White Man’s Disease (biały człowiek nie potrafi skakać), i wiele wiele innych. W ostatnich latach sport ten zyskał wielu fanów a co za tym idzie klientów! Wiele firm zaczęło się zastanawiać nad możliwością zarobienia sporych pieniędzy. I stało się. Na rynku jest sporo nowych marek specjalizujących się tylko w produktach do streetball’u w tym najpopularniejszy i najbardziej ceniony brand AND1. Inne już istniejące wprowadziły specjalne kolekcje streetballowe w tym NIKE, New Balance. Towarzysząca graczom podczas gry muzyka Hip-Hopowa (która jest fundamentem kultury streetballu) nieustannie rozbrzmiewa na boiskach. Coraz więcej graczy NBA oraz raperów rozpowszechnia tą grę. Dzięki temu zainteresowanie ubraniami, produktami streetbowolymi rośnie. Młodzi gracze stają się częścią tej kultury utożsamiają się z nią a co za tym idzie zaczynają być częstymi klientami danych marek. Nie spotkałem jeszcze streetbolowca, który nie nosiłby rzeczy AND1 czy Nike. Świetnym posunięciem ze strony marek, jest to, że widząc zapotrzebowanie wśród konsumentów wychodzą naprzeciw nim i oferują to, czego właśnie szukają. A w wolnej chwili… Film 1
Film 2
środa, 29 kwietnia 2009
Wielokierunkowość marek
Zakupy w centrach handlowych nie należą do moich ulubionych zajęć, lecz niestety czasami trzeba je odwiedzać. I czasami takie odwiedziny mogą być bardzo edukacyjne. Edukacyjne? Ależ oczywiście… właśnie podczas spacerowania w jednym z CH wpadła mi do głowy ciekawa rzecz, a konkretniej pewien sklep. Sklep oklejony znanym mi logotypem TCHIBO, jest to marka specjalizująca się od 60 lat w produkcji kawy. I jaki ja byłem zdziwiony, gdy po wejściu do sklepu nie zobaczyłem ani jednej paczki kawy (z resztą nic, co byłoby związane z kawą nie znajdowało się tam). Rozglądając się po sklepie mogłem kupić między innymi bieliznę, artykuły sportowe, ogrodowe, galanterie skórzaną itd. Tak na marginesie produkty te niestety nie były dobrej jakości, więc marka, która oferuje „to, co najlepsze” przestaje być dla mnie wiarygodna. Idąc krok dalej dochodzimy do wielokierunkowości marek. Znaczy to, że marka powinna być elastyczna, zmieniać się tak jak zmienia się Świat a wraz z nim potrzeby konsumenckie. Każda dobra marka powinna dać się tworzyć na różne sposoby i wciąż pozostawać rozpoznawalna. Trzeba oczywiście pamiętać, że wielokierunkowość nie jest odpowiednia dla każdej marki i na każdą okazję… czytaj - marka Tchibo. Nasuwa się wniosek, że budowanie marki na jednej i tylko jednej cesze zaczyna być wypierane. Obecne decyzje w tworzeniu marek zaczynają iść właśnie w wielokierunkowość. Lamborghini, Porsche … poza samochodami sprzedają także, ubrania i perfumy, Converse jako marka weszła w artykuły szkolne (zeszyty). Takich marek zaczyna być coraz więcej, zastanówcie się czy znacie takie marki, może to być bardzo ciekawe ćwiczenie. Oczywiście wielokierunkowość dużo trudniej sprzedaje się niż jedna wartość, która jest łatwiej zapamiętywana przez konsumentów. Warto tą kwestię śledzić…bo może za rok będę miał buty Appla, ubranie Danona, pił napoje BMW i jadł batony Nike’a.
sobota, 4 kwietnia 2009
Brandoholik w czasach kryzysu
Post „Brandoholizm” zakończyłem pytaniem: A Ty z iloma markami nie mógłbyś się rozstać? Czy odpowiedzieliście sobie na to pytanie? … Ja jako autor wiem, które marki są moimi markami i z którymi nie mogę się pożegnać. Lecz w obecnych czasach nazywanych „czasami kryzysu” ów brandoholizm może być prawdziwym sprawdzianem naszej lojalności do ulubionych marek. W czasach kryzysu boimy się o prace, zarabiamy mniej, a produkty do których jesteśmy przyzwyczajeni nie tanieją. Ok., dla bycia precyzyjnym, mało które brandy stosują strategię obniżenia cen swoich produktów. Ale … znaczna większość utrzymuje aktualne ceny. Ten kto pije tylko Red Bulla, je chleb orkiszowy, pije Carlsberga czy ubiera się w Złotych Tarasach ma spory problem. I tutaj MY – konsumenci musimy się zdecydować, czy wydajemy nasze pieniądze, których bądź co bądź mamy coraz mniej, na produkty naszych marek, czy sięgnąć jednak po tańsze substytuty? Można przecież pić Tigera, jeść białe pieczywo, pić Królewskie i ubierać się w Tesco. Czas ten będzie prawdziwym sprawdzianem dla firm, okaże się ile tak naprawdę osób jest wierne danej marce. Może nawet ilość marek, które nam towarzyszą, zredukują się. Jak wspomniałem wcześniej jestem brandoholikiem i ciężko mi jest zrezygnować z „kompana” jakim jest np. sok Cappy. Uważam, że marki powinny skupić się na utrzymywaniu lojalnych klientów niż na ciągłej walce o nowych konsumentów. Przecież to stali konsumenci danej marki wypełniają portfele właścicielom. Fajnie by było jakby np. Nike wprowadziło wymianę starych butów na nowe. Masz buty Nike? Zniszczyły Ci się? Przynieś je do nas, pokaż paragon a dostaniesz zniżkę na nowe. Chciałbym podkreślić, że marki powinny skupić się na utrzymywaniu swoich wiernych „kibiców”. Przecież to dzięki nim marka rośnie w siłę.
niedziela, 29 marca 2009
Jordan Effect
„Ona man a million miracles”Zastanawiacie się jaką osobę opisuje ten cytat? Jest to proste pytanie, dla osoby, która czytała moje wcześniejsze posty. Tak mówią o Jordanie sławni ludzie, pisząc sławni, mam na myśli gwiazdy sportu (Ronaldinho), politycy (Bill Clinton) … itd. można tutaj wymieniać sporo nazwisk ale to nie jest cluo posta. Cytat ten idealnie pasuję do kwestii jaką chciałbym poruszyć a mianowicie do Jordan Effect. Może nie wszyscy kojarzą Michaela Jordana, na pewno są osoby, które po raz pierwszy słyszą to nazwisko, tym bardziej ciekawy może być ten post. Na początek informacja o finansach - parę miliardów dolarów! Właśnie tyle korporacje zarobiły na współpracy z Jordanem. Nawet firma specjalizująca się w męskiej bieliźnie, która nie wyróżniała się na rynku, zarabia 10 milionów dolarów rocznie po tym jak Jordan wystąpił w ich spotach. Czym jest zatem Jordan Effect?, określenie to padło po raz pierwszy z ust profesora marketingu w Harvard Business School, Stephena Greysera, , który analizował jak osoba czy wizerunek jednego człowieka może wpłynąć na ekonomię całego świata. Podsumowując swoją wypowiedź Greyser powiedział: „Wpływ Jordana można porównać do fali przypływu, która uniosła wszystkie łodzie.” Bardziej konkretnie Effect Jordana „wycenia” magazyn FORTUNE, który podaje, że Nike zarobił około 2,6 miliarda dolarów, Firma Bijan zarobiła 155 milionów dolarów na kosmetykach Jordana, filmy o Jordanie przyniosły zyski w wysokości 80 milionów dolarów, i można tak wymieniać i wymieniać. Jordan stał się złotą metodą na sukces i zyski dla danej firmy. Jak dotąd nie udało się żadnemu człowiekowi na świecie. Michael Jordan nie tylko zrewolucjonował ligę NBA ale także ekonomię na całym świecie! Zaczynając cytatem, chciałbym skończyć cytatem, Larrego „Legend” Birda: „Myślę sobie, że to Bóg, tylko przebrany za Michaela Jordana.” Jeżeli sam Bóg ingerował w to, to pozostaje nam czekać na kolejne takie wcielenie.
piątek, 20 marca 2009
Brandoholizm
Cześć jestem Tomek i … jestem brandoholikiem. Większość z Was pewnie tak jak na podobnych terapiach odpowie „Cześć Tomek”. Teraz na poważnie, czy zastanawialiście się kiedyś czy takie określenie do was pasuje? Zaraz, ale co to jest brandoholizm? Ja traktuje to jako coś więcej niż tylko przywiązanie (lojalność) do danych marek. Sama lojalność klientów to dla marki to największy skarb, jaki można zdobyć w biznesie. Lojalni klienci zapewniają firmie stałe zyski, ponieważ konsument zadowolony z danego produktu/usługi chętnie wróci do tej marki. Ważną informacją dla marki jest to, że konsument nie będzie interesował się produktami innego konkurencyjnego brandu, gdyż w tej znalazł już on to, co spełniło jego oczekiwania. Lojalny klient rekomenduje daną markę oraz jej produkty innym. Sugestia przyjaciela lub partnera w biznesie, oparta o jego osobiste doświadczenie (zadowolenie z danej marki) stanowi bez porównania bardziej wiarygodne źródło niż reklama prasowa, radiowa czy telewizyjna. Idąc głębiej niż tylko lojalność, wchodzimy na obszar brandocholizmu. Uważam, że większość z nas posiada jakiś stopień tego uzależnienia od marek. Ile razy słyszałem w sklepie „coś Ty! Ja pije tylko Jacobs” albo „Interesują mnie tylko buty NIKE”. Jak pisałem na początku jestem brandocholikem, używam i szukam produktów konkretnych marek jak „AIR JORDAN”, „NOKIA”, AND1 …. A Ty z iloma markami nie mógłbyś się rozstać?
czwartek, 19 marca 2009
AIR JORDAN - moja marka
Pisałem, że interesuję się markami, pisałem także, kto jest moim idolem. Czy domyślacie się - jaka jest moja ulubiona marka? W ramach wyjaśnienia, (jeżeli ktoś nie jest pewny) posłużę się prostym matematycznym działaniem: 2+2=5 :). Jordan + marka = AIR JORDAN. Odkąd zacząłem być fanem M.J’a (czyli jakieś 15 lat temu) chciałem mieć „takie buty”. Niestety w Polsce za czasów mojego dzieciństwa produkty tej marki były poza zasięgiem. Przez długie lata marka ta w Polsce była trudno dostępna, a jak już w sklepach NIKE zaczęło się coś pojawiać (koszulki, buty) okazało się, że jest to marka luksusowa! Ceny były wprost z kosmosu (USA). Trzeba było długo zbierać aby pozwolić sobie na taki zakup. Świat zmienia się i to bardzo szybko. Teraz przede mną (konsumentem) stoi otwarty pełen wachlarz moich wymarzonych produktów. Wchodząc na każdą stronę „kup/sprzedaj” samych butów AIR JORDAN jest około 20 odsłon. Jeżeli nie ma Twojego rozmiaru możesz spokojnie kupić dany produkt z amerykańskiej strony, wiem bo sam sprawdziłem. Wybrałem konkretny model:
... i rozmiar oczywiście, kliknąłem odpowiedni przycisk i …. Po 7 dniach miałem je w rękach. Marka AIR JORDAN zawsze wychodzi naprzeciw oczekiwaniom konsumenta i to w niej lubię najbardziej! Czy jestem Jordanocholikiem? Pewnie! W mojej szafie mam sporo longsleev-ów, spodenek, koszulek …. Ostatnio zakupiłem nawet torbę AIR JORDAN dla „młodego biznesmena”. Marka trafiła w moje gusta idealnie, jakość, wygląd, rozwiązania techniczna – bajka, aczkolwiek pozostał jeden mankament – CENA. Cały czas trzyma się ona „górnych półek”.
wtorek, 17 marca 2009
Michael Jordan - mój idol.
W tytule bloga napisałem „moje hobby” i właśnie o jednym z nich chce teraz napisać. A dokładnie o tym najważniejszym, o tym, który towarzyszy mi przez całe moje życie. Tym hobby jest koszykówka! Odkąd pamiętam biegałem z pomarańczową piłką wszędzie. A może to ona turlała się za mną? Nie istotne, istotne jest zaś to, że przez te wszystkie lata koszykówka stała się moją pasją. W jakiś sposób wychowała mnie… Dobra starczy nie chce tutaj pisać o sobie, tylko o moim idolu, jakim jest Michael Jordan. Wielu z wam może teraz przestanie czytać ten post, uważając Jordana za przereklamowaną postać. Ale nie ja! Uważam Jordana za osobę, która miała dar, wykorzystała go w 100% pomagając przy tym innym ludziom! O jego wyczynach i przede wszystkim o marce, jaką stworzył napiszę w późniejszych postach. Teraz chciałbym odejść od jego „wspaniałości” oraz od wyliczania wszystkich nagród i wyróżnień, jakie otrzymał i pokazać Michaela Jordana jako zwykłego człowieka jak Ty i Ja. Poniżej kilka ciekawostek z codziennego życia Jordana.1. W wieku 13 lat wjechał na motorze do rowu.
2. W pierwszej klasie liceum pobił kolegę za to, ponieważ starł on z asfaltu starannie namalowane kredą przez MJ linie boiska do koszykówki.
3. Na studiach chodził na kursy prowadzenia domu (gotowanie, krój i szycie), gdyż obawiał się, że żadna dziewczyna go nie zechce i będzie musiał mieszkać sam
4. Panicznie boi się wody (nie umie pływać) i węży (wyszedł z kina, kiedy na ekranie pojawił się wąż.)
5. Zawsze nosi swoje spodenki z uniwersytetu z North Carolina pod spodenkami z klubu Chicago. Jak mówi: „To na szczęście”
6. W szkole najbardziej lubił matematykę.
7. Uderzył kiedyś dziewczynę, za to, że nazwała go „czarnuchem”. Został zawieszony za to w prawach ucznia.
8. Mike’owi ukradziono torbę w 1990 na lotnisku w Orlando, przez co musiał grać z numerem 12.
9. Ulubiony film to Park Gorkiego
10. Ulubiony aktor i aktorka: Sylwester Stallone, Cicely Tyson.
niedziela, 1 marca 2009
Nokia, Coca cola, JA, Mercedes, LUDZIE, Sony ...
Zobaczcie jak MY i marki żyjemy razem...
1. Od samego początku żyjemy wśród nich.
2. Żyją dookoła nas.
3. Są częścią naszego życia.
4. Korzystamy z nich na codzień.
5. Upodobniamy się do nich.
6. Utożsamiamy się do nich.
7. Decydujemy, z którymi chcemy żyć.
8. Wybieramy te, które najbardziej do nas pasują.
9. Spełniają nasze oczekiwania.
sobota, 28 lutego 2009
"Wyróżnij się lub zgiń!"
Kolejny etap to budowanie swojej marki już w świecie biznesu (pracy). Coraz więcej osób przekonuje się, że w obecnych czasach „My”, jako ludzie – pracownicy traktowani jesteśmy, jako produkt. To jak potrafimy zaprezentować siebie, jako markę przekłada się na to jak postrzegają nas inni.Zwłaszcza pracodawca. Prosty przykład, podczas przeglądania przez pracodawcę listów motywacyjnych czy CV można zaobserwować jak osoby starające się o pracę wypełniają pozycję „Zainteresowania”. Większość wypisuje to tak, „Film, książka, Sport”. Gwarantuje, że nikt nie zwróci na to szczególnej uwagi! Idąc za tokiem rozumowania Jacka Trauta „wyróżnij się lub zgiń” można wywnioskować, że aby marka funkcjonowała i przynosiła korzyści trzeba znaleźć coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Trzeba się wybić! Zamiast pisać jak większość osób zrób coś, co pozwoli Ci być zauważonym. Jeżeli interesujesz się książką napisz to, lecz dodaj coś takiego, Ksiązka, moje recenzje można przeczytać na moim blogu, bądź interesuje się sportem – gram w koszykówkę w amatorskiej warszawskiej lidze, gdzie udało mi się zdobyć sponsora. Dzięki takiemu podejściu pracodawca widzi, że ta osoba może dać mu więcej, jako „produkt” w jego firmie niż inne „szare” osobny aplikujące na to samo stanowisko.
Pisząc list motywacyjny warto podkreślać, że jesteśmy inni „lepsi” od pozostałych. Trzeba pamiętać, że nasza aplikacja może być dwudziestą czytaną pod rząd. Jeżeli chwile się nad tym zastanowicie to takich dodatków wyróżniających nasze podanie jest bardzo dużo. Prosty przykład, możemy zadbać, aby nasz podpis był odręczny, to już wyróżni nas spośród tłumu innych.
poniedziałek, 23 lutego 2009
Marka osobista

Marka osobista - coraz częściej można zaobserwować jej działanie u polityków, sportowców oraz u zwykłych ludzi, z którymi spotykamy się, na co dzień. Dlatego chciałbym przybliżyć Wam czym jest marka osobista.
Pogoń za odróżnieniem się od konkurentów trwa, od kiedy istnieje człowiek. Warto wspomnieć, że jednym z prekursorów marki osobistej był Ramzes II. Pytacie dlaczego? Już odpowiadam, to on nakazał budowę piramid, uznawanych za jeden z cudów świata. Dzięki temu miał on pewność, że pamięć o nim nie zaginie i będzie znany przez stulecia.
Kolejną osobą, której marka osobowa została zapamiętana przez historię to Stalin. Zwróćcie uwagę jak dużo ulic, budynków, placów, pomników jest nazwane jego nazwiskiem, nie wiem czy wiecie, ale Pałac Kultury i Nauki stojący w Warszawie (symbol Warszawy – Polski kojarzony przez większość europejczyków) jest/był nazwany jego imieniem. Dopiero niedawno zniesiono (i to po „cichu”) tablice z PKiN gdzie widniało jego nazwisko.
Wracając do teraźniejszości, przez markę osobistą można rozumieć wszelkie skojarzenia, opinie odnośnie danej osoby utrwalone w otoczeniu. Jeśli dane nazwisko, pseudonim zostanie wspomniane np. w rozmowie, w naszych umysłach pojawia się mentalny obraz posiadacza danego nazwiska. Poniżej filmik potwierdzający moją tezę.
Pogoń za odróżnieniem się od konkurentów trwa, od kiedy istnieje człowiek. Warto wspomnieć, że jednym z prekursorów marki osobistej był Ramzes II. Pytacie dlaczego? Już odpowiadam, to on nakazał budowę piramid, uznawanych za jeden z cudów świata. Dzięki temu miał on pewność, że pamięć o nim nie zaginie i będzie znany przez stulecia.
Kolejną osobą, której marka osobowa została zapamiętana przez historię to Stalin. Zwróćcie uwagę jak dużo ulic, budynków, placów, pomników jest nazwane jego nazwiskiem, nie wiem czy wiecie, ale Pałac Kultury i Nauki stojący w Warszawie (symbol Warszawy – Polski kojarzony przez większość europejczyków) jest/był nazwany jego imieniem. Dopiero niedawno zniesiono (i to po „cichu”) tablice z PKiN gdzie widniało jego nazwisko.
Wracając do teraźniejszości, przez markę osobistą można rozumieć wszelkie skojarzenia, opinie odnośnie danej osoby utrwalone w otoczeniu. Jeśli dane nazwisko, pseudonim zostanie wspomniane np. w rozmowie, w naszych umysłach pojawia się mentalny obraz posiadacza danego nazwiska. Poniżej filmik potwierdzający moją tezę.
Budowanie marki osobistej polega na stworzeniu listy korzyści, jakie mogą odnieść osoby przebywające z właścicielem marki. W tym przypadku możliwość imprezowania w jedyny oryginalny pamiętany przez całe życie sposób.
Każdy z nas ma oczywiście możliwość poprawienia wizerunku swojej marki. Tak samo jak robią to wielkie przedsiębiorstwa jak Renault (markę tą podałem z przyczyn sentymentalnych). Marka ta kojarzyła się większości z kiepskimi „francuskimi” samochodami, obecnie zaś marka ta skoncentrowała się na bezpieczeństwie, co dało widoczne efekty. Prawie wszystkie samochody tej marki mają pięć gwiazdek w testach NCAP. Idąc za przykładem Renault my też możemy kreować swoja markę, a jak? Chociaż by poprzez chodzenie pewnym krokiem z podniesioną głową, w świadomości ludzi będziemy odbierani jako osoby śmiałe, przebojowe i niebojące się wyzwań.
Marka osobista jest, więc sposobem przekazania informacji, o wszystkim tym, co odróżnia nas od innych i czyni niepowtarzalnymi, to nasze indywidualne umiejętności, mocne strony, wartości oraz pasje, umiejętnie zaprezentowane by zdystansować innych.
Dzięki temu w życiu prywatnym jak i zawodowym będziemy odnosić sukcesy. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o życie zawodowe, o czym napiszę następnym razem.
Każdy z nas ma oczywiście możliwość poprawienia wizerunku swojej marki. Tak samo jak robią to wielkie przedsiębiorstwa jak Renault (markę tą podałem z przyczyn sentymentalnych). Marka ta kojarzyła się większości z kiepskimi „francuskimi” samochodami, obecnie zaś marka ta skoncentrowała się na bezpieczeństwie, co dało widoczne efekty. Prawie wszystkie samochody tej marki mają pięć gwiazdek w testach NCAP. Idąc za przykładem Renault my też możemy kreować swoja markę, a jak? Chociaż by poprzez chodzenie pewnym krokiem z podniesioną głową, w świadomości ludzi będziemy odbierani jako osoby śmiałe, przebojowe i niebojące się wyzwań.
Marka osobista jest, więc sposobem przekazania informacji, o wszystkim tym, co odróżnia nas od innych i czyni niepowtarzalnymi, to nasze indywidualne umiejętności, mocne strony, wartości oraz pasje, umiejętnie zaprezentowane by zdystansować innych.
Dzięki temu w życiu prywatnym jak i zawodowym będziemy odnosić sukcesy. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o życie zawodowe, o czym napiszę następnym razem.
Etykiety:
Budowanie marki dla osoby,
Marka,
Marka osobista,
zarządzanie marką
Subskrybuj:
Posty (Atom)











