wtorek, 19 maja 2009

Na Mazury, przez Amerykę i Raj

Majówkę… a konkretnie majowy weekend, spędziłem na przepięknych Mazurach. Ale zanim do tego doszło musiałem tam dojechać!
Warszawę (choć nie tylko) opuszczały tłumy działkowiczów, zaczęło się już w czwartek wczesnym popołudniem, kiedy ludzie stali po 2-3 godziny w gigantycznych korkach aby wydostać się z miasta. Niezależnie od tego czy kryzys jest czy go nie ma, każdy chce skorzystać z odpoczynku, w tym i ja. Dlatego z cierpliwością znosiłem trudy, z jakimi przyszło mi się zmierzyć podczas stania w korkach. Ale dlaczego trudy? Czyżby jeszcze nikt nie wpadł na pomysł zarobienia pieniędzy na „korkach”? Na przykład, można by było rozdawać ulotki, dwa tysiące sztuk na dwu kilometrowym odcinku może być mało, można sprzedawać lody albo jeszcze lepiej można zrobić przenośny sklep spożywczy - jeżeli nie zdążyłeś zrobić zakupów na wyjazd, zrób je w korku, oszczędzając tym samym mnóstwo czasu. Takich wyjazdowo-korkowych sytuacji w ciągu roku mamy kilka, więc jeżeli ktoś ma catering albo sklep spożywczy to do dzieła!
Jechałem dalej, mijając po drodze samochody, których kierowcy jechali w tym samym celu, co ja, czyli stricte wypoczynkowym. Byli również tacy, którzy mieli zupełnie inny cel niż pozostali („dzień dobry Panie kierowco”). A tak na marginesie, zastanawia mnie, jaki procent klientów zainteresowało się kupnem Opla Vectry, Renault Megane czy VW Passata po obejrzeniu programu „Uwaga Pirat”?
Koniec podróży, po minięciu miejscowości Ameryka, niestety bez Nowego Yorku i Chicago oraz Raju bez Aniołów i równej drogi, był już blisko.
Trzy kolejne dni spędziłem na totalnym odpoczynku, łowieniu ryb, pływaniu w jeziorze, łapaniu jak najwięcej przepięknych widoków. Czyli relaks na całego.
Mazury są częścią Polski, która w 100% zapewnia odpoczynek i spokój, gdzie indziej można podczas spaceru zobaczyć trzy rodzaje jaszczurek biegających pod nogami, albo zaobserwować orła, który właśnie szuka mięska na swojego „grilla” czy patrzeć jak szczupak gania rybki po jeziorze.
Błogi stan skończył się szybko, zdecydowanie za szybko! Co gorsza czekała mnie jeszcze podróż powrotna i korki przy wjeździe do Warszawy. I czemu nikt nie sprzedawał kanapek w tym korku??

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz