W marketingu panuje od wielu lat jeden król, jest nim KLIENT. Większość marek jest właśnie zorientowana na jego potrzeby - na potrzeby „zmarłego króla”. Aby zrozumieć dlaczego uśmierciłem naszego klienta musimy cofnąć się do lat 20. kiedy to biznes zorientowany był na produkcję. Okres ten był zdominowany przez Henryka Forda i jego motto: „możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”. Zmieniło się to w latach 50. firmy stały się zorientowane na klienta i trwa to aż do dzisiaj. Obecnie większość firm ma wiedzę na temat potrzeb króla, wiedzę, która nie jest już tak użyteczna. Problemem np. Plusa nie jest klient tylko konkurencja – ERA, Play czy Orange. Firma chcąc odnieść sukces w dzisiejszych czasach musi być zorientowana na konkurencję. Musi wyszukać w nich słabe punkty i przeprowadzać na nie marketingowe ataki. Sam produkt (nawet ten dobry) nie wystarczy, trzeba zbudować przewagę konkurencyjną, czyli po prostu wyróżnić się. W historii marketingowych sukcesów możemy znaleźć wiele ciekawych przykładów choćby firma Savin, która odniosła sukces wykorzystując słaby punkt Xeroxa, wprowadzając małe niedrogie kopiarki.
W planie marketingowym powinno być więcej informacji o konkurentach, o ich mocnych i słabych stronach, opis ich ulubionych taktyk oraz stylu prowadzenia operacji. Firmy muszą nauczyć się jak atakować i oskrzydlać swoją konkurencję, ale również w jaki sposób bronić swoich pozycji oraz jak i kiedy wykorzystywać działania partyzanckie.
Zakładając, że marketing jest wojną, w której konkurencja jest wrogiem a celem wygranie bitwy – porównajmy dział marketingu do drużyny koszykarskiej. Drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów wygrywa mecz, a dział który osiągnie największą sprzedaż wygrywa zawody marketingowe. Spróbujmy jednak grać w koszykówkę tak samo, jakbyśmy brali udział w zawodach marketingowych. Umieśćmy menedżera z działu marketingu w drużynie koszykarskiej i obserwujmy, jak on traktuje kosz jako miejsce, w którym można zdobywać punkty, to znaczy doprowadzić do sprzedaży. Następnie przyjrzyjmy się jak on ustawi swoją drużynę i pędzi z piłką prosto do kosza. Nie trzeba być znawcą sportów, aby wiedzieć, że działania bezpośrednie prowadzą do nieuchronnej katastrofy.
W koszykówce wygrywasz, przechwytując, oskrzydlając i ogrywając drużynę przeciwną a punkty na tabeli wyników odzwierciedlają twoje umiejętności. W marketingu jest tak samo. Dlaczego więc, żadna z definicji pojęcia marketingu nie wspomina o konkurencji?
