środa, 29 września 2010

McDonalds part 2

Pierwsza reklama McDonald’s z udziałem gwiazd sportu, a konkretnie z gwiazdami amerykańskiej ligi koszykarskiej NBA, skończyła się fiaskiem marketingowym, mimo że wystąpili w niej gracze cieszący się największą sympatią tj. Larry Bird oraz Michael Jordan. Dwaj zawodnicy – przyjaciele poza boiskiem, a na boisku najwięksi rywale. Rywalizacje tą przeniesiono również na spot telewizyjny:

Pisząc, że reklama zakończyła się fiaskiem miałem na myśli to iż w latach 90. nie do pomyślenia było, aby zawodnik traktowany jak bóg sportu, czyli Michael Jordan jadł w Fast Foodzie. Reklama została przyjęta z niechęcią i nie polepszyła wyników sprzedaży McDonald’s, co więcej zaszkodziła w delikatny sposób wizerunkowi koszykarzy.

Na marginesie – spot pokazuje lojalność zawodników do swoich sponsorów, M.J. pomimo iż występuje w reklamie danej marki ma na sobie ubrania charakterystyczne dla NIKE.

Świat się zmienia, zmieniają się również poglądy oraz podejście do różnych spraw w tym i do Fast Foodów. Ludzie coraz chętniej jadają poza domem i zaczynają się przekonywać do takiego stylu życia. Dlatego McDonalds postanowił reaktywować pomysł i zaproponował współpracę dwóm obecnie najpopularniejszym koszykarzom - Dwightowi Howardowi oraz Lebronowi Jamesowi oraz …

Larry Bird, który finalnie zjada lunch. Reklama różni się tylko „słabościami” gwiazd, Larry zabronił wsadów do kosza a Howard rzutów z wyskoku.

Obie te reklamy uważam za świetne pod kątem strategicznym jak i wizualnym. Co więcej McDonald’s uczy się na błędach, to co w latach 90. przyniosło porażkę – w latach obecnych sukces. Obaj gracze zyskują na popularności a McDonald’s wita coraz to więcej klientów do których była skierowana ta reklama.

środa, 11 sierpnia 2010

Nietypowa kolekcja

Jestem brandoholikiem – znaczy to tyle, że mam swoje ulubione marki, które towarzyszą mi na co dzień. Jedną z nich jest AIR Jordan – Brand lubiany przeze mnie z wielu powodów.

Popularność tej marki ciągle rośnie, co za tym idzie podróbki również są na topie i widoczne na rynku. Dlatego jako fan tej marki od jakiegoś czasu zbieram logotypy podszywające się pod Jordana, dla przypomnienia oryginalny logotyp poniżej:







Nawiązując do mojej kolekcji podróbek ostatnio spędzając czas nad morzem znalazłem faworyta:







Nazwany został Mike polujący na antylopy.

Jeżeli ktos spotka ciekawie przerobiony logotyp to proszę wrzucajcie zdjecia.

środa, 30 czerwca 2010

Gatorade vs Powerade part 2.

Najnowszy spot Gatorade to prawdziwy knock out dla Powerade, sami oceńcie...

wtorek, 29 czerwca 2010

Polska jak Francja ??

Sieć sklepów Biedronka została sponsorem polskiej reprezentacji piłki nożnej. Kontrakt z PZPN na głównego sponsora został podpisany do 2014. Biedronka, która jest największą pod względem ilości sklepów polską siecią handlową zobowiązała się przekazywać 2 mln złotych rocznie.

Po słabych eliminacjach do MŚ w RPA wokół reprezentacji Polski zapanowała niezdrowa atmosfera. Doszło także do bojkotu PZPN-u. Wielu sponsorów pod koniec 2009 roku wyrażało swoje niezadowolenie, jedynie TP SA i Kampania Piwowarska SA deklarowały swoją lojalność i gotowość dalszej współpracy.

Polska nie będzie pierwszą reprezentacją wspieraną przez sieć supermarketów. Carrefour wspomaga finansowo narodową drużynę Francji. Obyśmy tylko nie brali przykładu z gry na mistrzostwach świata drużyny Tricolores.

środa, 2 czerwca 2010

Gatorade vs Powerade

Spór tych marek trwa odkąd pamiętam, stosują one różne strategie - lider obronną a v-ce lider partyzancką lub oskrzydlającą. Z punktu widzenia marketingowca jest to dość ciekawy case. Aż do dzisiaj! Dlaczego? Ponieważ Powerade popełnił wielki błąd kopiując pomysł spotu reklamowego marki Gatorade. Zobacznie sami, poniżej oryginalny spot:



A to skopiowany pomysł Pawerade'a.



Myślę, że Powered'a stać na coś więcej ...

piątek, 21 maja 2010

Nike - Write the future

Nowa reklama Nike...



Marka ta nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Potrafi robić rzeczy których nikt inny nie potrafi.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Niech żyje król ?

W marketingu panuje od wielu lat jeden król, jest nim KLIENT. Większość marek jest właśnie zorientowana na jego potrzeby - na potrzeby „zmarłego króla”. Aby zrozumieć dlaczego uśmierciłem naszego klienta musimy cofnąć się do lat 20. kiedy to biznes zorientowany był na produkcję. Okres ten był zdominowany przez Henryka Forda i jego motto: „możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”. Zmieniło się to w latach 50. firmy stały się zorientowane na klienta i trwa to aż do dzisiaj. Obecnie większość firm ma wiedzę na temat potrzeb króla, wiedzę, która nie jest już tak użyteczna. Problemem np. Plusa nie jest klient tylko konkurencja – ERA, Play czy Orange.

Firma chcąc odnieść sukces w dzisiejszych czasach musi być zorientowana na konkurencję. Musi wyszukać w nich słabe punkty i przeprowadzać na nie marketingowe ataki. Sam produkt (nawet ten dobry) nie wystarczy, trzeba zbudować przewagę konkurencyjną, czyli po prostu wyróżnić się. W historii marketingowych sukcesów możemy znaleźć wiele ciekawych przykładów choćby firma Savin, która odniosła sukces wykorzystując słaby punkt Xeroxa, wprowadzając małe niedrogie kopiarki.
W planie marketingowym powinno być więcej informacji o konkurentach, o ich mocnych i słabych stronach, opis ich ulubionych taktyk oraz stylu prowadzenia operacji. Firmy muszą nauczyć się jak atakować i oskrzydlać swoją konkurencję, ale również w jaki sposób bronić swoich pozycji oraz jak i kiedy wykorzystywać działania partyzanckie.

Zakładając, że marketing jest wojną, w której konkurencja jest wrogiem a celem wygranie bitwy – porównajmy dział marketingu do drużyny koszykarskiej. Drużyna, która zdobędzie najwięcej punktów wygrywa mecz, a dział który osiągnie największą sprzedaż wygrywa zawody marketingowe. Spróbujmy jednak grać w koszykówkę tak samo, jakbyśmy brali udział w zawodach marketingowych. Umieśćmy menedżera z działu marketingu w drużynie koszykarskiej i obserwujmy, jak on traktuje kosz jako miejsce, w którym można zdobywać punkty, to znaczy doprowadzić do sprzedaży. Następnie przyjrzyjmy się jak on ustawi swoją drużynę i pędzi z piłką prosto do kosza. Nie trzeba być znawcą sportów, aby wiedzieć, że działania bezpośrednie prowadzą do nieuchronnej katastrofy.
W koszykówce wygrywasz, przechwytując, oskrzydlając i ogrywając drużynę przeciwną a punkty na tabeli wyników odzwierciedlają twoje umiejętności. W marketingu jest tak samo. Dlaczego więc, żadna z definicji pojęcia marketingu nie wspomina o konkurencji?

czwartek, 1 kwietnia 2010

"Umysłowe wzgórze"

Wojna – według definicji jest to zorganizowany konflikt zbrojny między państwami, narodami lub grupami społecznymi. Wojna jest zjawiskiem społeczno-politycznym. Do mnie bardziej przemawia definicja według XIX-wiecznego teoretyka wojny, Carla von Clausewitza, czyli wojna jest jedynie kontynuacją polityki innymi środkami. Potwierdzeniem tego mogą być wszystkie wojny jakie towarzyszą ludzkości przez tysiące lat. Walczono przecież o władze, terytoria czy prestiż. Idąc chronologicznie i wymieniając te najsłynniejsze – np. 490 p.n.e, gdy Persi stoczyli walkę z Grekami pod Maratonem, 207 p.n.e. gdy Rzymianie dowiedli swej skuteczności w walce nad rzeką Metaurus. W 1066 roku Anglosaskie wojska spotkały się z Normanami w niewielkiej angielskiej miejscowości o nazwie Hastings. Pod Bałakławą w 1854 roku Anglicy starli się z Rosjanami i tak dalej…

Nie bez powodu przytoczyłem kilka słynnych bitew, chciałem pokazać, że działania zbrojne, na terenie których dochodzi do starcia, są do tego stopnia istotne, że bitwy niezmiennie biorą swe nazwy od położenia geograficznego. W działaniach marketingowych teren, na którym staczamy walki ze swoimi konkurentami również jest niezmiernie ważny! Ale zaraz, gdzie rozgrywają się te marketingowe „bitwy”? Odpowiecie, że w biurze klienta, w supermarkecie albo salonach sprzedaży. Inni myślą, że bitwy marketingowe odbywają się na terenie Stanów Zjednoczonych albo na terenie Warszawy – ogólnie w mieście czy regionie w sensie fizycznym. I tu się mylicie, bitwy marketingowe tak na prawdę odbywają się w nędznym i brzydkim miejscu. W miejscu ciemnym i wilgotnym, w znacznej mierze niezbadanym, pełnym niebezpiecznych pułapek czyhających na nierozważnych, czyli w












Tak! Umyślę, każdego z nas, moim, Twoim i w milionach potencjalnych konsumentów. Bitwa ta trwa każdego dnia tygodnia przez 365 dni w roku. Każdy z ówczesnych marketingowców chce wymanewrować i pokonać konkurencję na polu o wielkości melona, polu, którego nikt nigdy nie widział. Przyjmijmy zatem za pole starcia „Umysłowe wzgórze”.
Każdy dobry dowódca przed bitwą musi uważnie zbadać teren, każde wzniesienie, góra czy rzeka jest poddawana szczegółowej analizie pod kątem możliwości defensywnych bądź ofensywnych.
Każdy dobry dowódca bierze sobie do serca słowa Karla Von Clausewitza w tym przypadku: Analizując rozmieszczenie wojsk naszego przeciwnika, możemy przewidzieć jego zamiary i dzięki temu zaplanować stosowne działania. Idealnym postępowaniem jest, jeśli dokładna lokalizacja i siła każdej jednostki nanoszone są na mapę i analizowane przed rozpoczęciem starcia. Każdy dowódca chce za wszelką cenę uniknąć ataku z zaskoczenia.

Niestety ludzki umysł to nie kartka papieru, to nie teren, na który wyślemy zwiadowców aby rozpoznali jego ukształtowanie oraz mocne strony przeciwnika. Jednym ze sposobów aby zbadać „Umysłowe wzgórze” jest badanie marketingowe, ale nie chodzi tutaj o tradycyjne wypytywanie klientów o to, co chcą kupić – to nic nie da. (Czy jakby Budwiser spytał się konsumentów czy będą kupować rozwodnione piwo, powiedzieliby, że TAK?? Wątpię a tymczasem Budwiser Lite sprzedaje się niesamowicie dobrze). Trzeba dowiedzieć się jakie pozycje zajmują poszczególne firmy oraz do kogo należą wysokie miejsca. Po dobrym rozpoznaniu „terenu” będziemy mogli stworzyć mapę umysłu potencjalnego klienta, która będzie stwarzała dużą przewagę nad konkurentami, niektórzy z nich nie będą nawet wiedzieli gdzie odbywa się ów wojna.

Pamiętajmy tylko, że walka na wzgórzu zarówno w pojęci militarnym jak i marketingowym jest zdradliwa, a konkretnie jeżeli wzgórze jest już zajęte przez wroga – przyjmijmy, że jest to Coca-Cola (niekwestionowany lider) to zdobycie tego wzgórza będzie niesamowite trudne i może nas kosztować zbyt wiele energii, dlatego ważne jest przyjęcie odpowiedniej strategii ale to już w następnym poście.

niedziela, 7 lutego 2010

Szkło Kontaktowe

Nie jest to recepta na słaby wzrok, tylko program satyryczno – publicystyczny, emitowany na antenie TVN24 już od ponad 5 lat. „Szkiełko” od samego początku ma ten sam format, czyli prowadzący razem z gościem omawiają aktualne wydarzenia polityczne, zwykle w dość luźny i swobodny sposób. Wykorzystują oni zarówno ciekawe wypowiedzi polityków, jak i materiały przygotowane przez redakcję oraz widzów. Warto zaznaczyć, że widzowie odgrywają ważną rolę w programie, gdyż biorą oni w nim czynny udział dzwoniąc oraz pisząc SMS-y. Program, na pierwszy rzut oka banalny, nie wyróżniający się niczym szczególnym, aczkolwiek według mnie zasługuje na miano kultowej marki. A dlaczego tak uważam? Z bardzo prostych powodów.

Po pierwsze:
Twórców „Szkła kontaktowego” cechuje odwaga i determinacja. Cechy te pozwalają im się wyróżnić i w końcu doprowadziły do sukcesu. Założycielom towarzyszyło ryzyko, którego nie bali się podjąć. Nie raz „Szkiełko” było brane na cel przez polityków, którzy nie chcieli być widziani w „krzywym zwierciadle” i sądziło się z prowadzącymi. Skutkiem tego było zahartowanie marki, które dzięki temu stawała się jeszcze bardziej znana / lubiana.

Po drugie:
„Szkiełko” goszcząc w naszych domach przez te wszystkie lata wypracowało sobie grupę „wyznawców”. Udało im się to dzięki szanowaniu swoich widzów i słuchaniu ich opinii. Dodatkowo dają oni możliwość podzielania się na antenie wszystkim tym co ich gryzie. Jednocześnie zachowując przy tym dozę żartu.






To właśnie Ewangeliści marki napędzają jej oglądalność.

Po trzecie:
„Szkiełko” jako program nigdy nie tworzył „grupy docelowej”, przyjmują każdego kto jest zainteresowany. Przykład z ostatniego tygodnia to potwierdza, jeden z widzów dzwoniących ma pretensję do prowadzących o popieranie PO, kolejny żali się, że program stał się pro-Pisowski, na koniec jeden widzów zażartował, że jednak promują PSL. A prowadzący nie zmieniają swojej postawy komentują wydarzenia po swojemu, niezależnie od wieku, rasy, wyznania czy podglądów oglądających ich widzów.

Po czwarte:
Kultowe marki zawsze tworzą silne oraz trwałe relacje, tutaj warto zwrócić uwagę na fora internetowe poświęcone temu programowi, które powiększają liczbę swoich „ewangelistów”. Dodatkowo oglądalność z roku na rok jest coraz większa.

Gratuluję! Jako "Ewangelista" tej marki już nie mogę się doczekać kolejnego programu.

czwartek, 21 stycznia 2010

“Everything you need is already inside”

Oglądając bloki reklamowe w Polsce odnoszę wrażenie, że większość osób odpowiedzialnych za ich powstanie kieruje się cały czas metodami prosto z lat 90. W ramach przypomnienia obejrzyjcie poniższy skecz:

Reklamy są tak naszpikowane komunikatami, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich przetworzyć. Oczywiście nie wszystkie, jest kilka marek, które opracowały sobie dobrą strategię i konsekwentnie tworzą reklamy na niej oparte.
Najlepszą według mnie marką, która realizuje swoje założenia jest NIKE. Reklamy tego brandu są dla mnie majstersztykiem. Zobaczcie poniższy filmik:

Nie trzeba znać historii marki aby zauważyć, że NIKE reprezentuje zwycięstwo oraz walkę, którą staczamy sami ze sobą uprawiając dany sport. “Everything you need is already inside” to znaczy, że wszystko czego potrzebujemy do pokonania własnych ograniczeń jest w nas, wystarczy chcieć.
NIKE oferuje nam coś więcej niż zwykłe produkty, otwiera nam świat (styl życia) w którym możemy realizować swoje pasje. Jeżeli interesujesz się sportem - koszykówką, piłką nożną czy bieganiem, znajdziesz w tej marce swój świat i możliwości do pokonywania coraz to trudniejszej bariery. W ten sposób marka zdobywa lojalnych klientów oraz miano kultowego brandu.